Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 737 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

wysokie okna

piątek, 11 listopada 2011 18:27

Zwariowany, wolny dzień

Marzę o spacerze, a jest po pierwsze za późno, po drugie mi się nie chce, a po trzecie jest zimno

Totalnie dziwaczeje, albo już sam nie potrafię określić tego, czego chcę, a czego nie

Nie wiem czego symptomem to jest, ale chyba nie równowagi intelektualnej

Ostatni czas jest chyba tym czego chcę, a mam ciągle albo doła, albo melanż, albo najchętniej to bym zamknął oczy i biegł przed siebie

Nie wiem, czy to jesień, czy listopad, czy wreszcie to, że nie mogę się odnaleźć tak jakbym chciał

Zmęczony jestem samym sobą najgorzej i mocno

Są we mnie słowa, których nie mogę, a może nie potrafię wydusić

Dźwięki, których szukam i nie mogę znaleźć

Takie, które oddadzą stany mi bliskie i najczęstsze

Nie jest to problem, tak tego nie traktuję, czasem tylko chciałbym się zatopić miękko w słowach, których ktoś śpiewa, muzyce, która płynie, zamknąć oczy i na chwilę przestać być

Nie wiem, czy to ja zafiksowałem się, na jakimś dziwnym etapie rozwoju emocjonalnego

Tak dawno mną nic nie rzuciło muzycznie, tak żebym biegł i tego szukał, żeby oddawało to kim jestem, kim chcę

Jest w tym coś infantylnego i tak dziwnego dla faceta, który ma 27 lat

Nie lubię tego niedosytu i irytuje mnie on

Potrzebuję autentycznych, brudnych fraz muzycznych, które oddadzą bałagan myśli i uczuć, zgubić się w nich, które pachną jak sandałowiec, najlepiej słucha się ich nocą, a kiedy trwają nie ma nic poza nimi

Marzę o Sopocie

Teraz, kiedy nie ma tam ludzi

O pokoju z wysokimi oknami, wielkim łóżku i zachodzącym słońcu

O spacerach pomiędzy starymi willami i nagimi drzewami

I dźwięku, który szedłby ze mną, gubił się, towarzyszył, podkręcał wszystko to, co czuję, nazywał

Nie wiem skąd się to we mnie bierze i dlaczego

Czemu po prostu nie mogę tak być jakoś rozsądnie i poukładanie, czysto, puszyście i przyjemnie, tylko ciągle mam w głowie ten bałagan, który mnie nakręca, ale jednocześnie nie daje spokoju

Ja nie wiem za czym tęsknie i po co

Zdecydowanie łatwiej jest po prostu być

Nie znoszę dramatyzowania i wszelkich uduchowień

Po prosu ten dźwięk, o deseniu, który mnie uwiedzie i w którym zapomnę o sobie

Do tego wysokie okna i Sopot

A może to tylko wymówka i ucieczka przed czymś, co tak naprawdę nie istnieje, a ja sobie to roję

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330570611,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

jak dziecko

poniedziałek, 31 października 2011 17:45

Czuję się trochę jak dziecko

Nie robiłem tego tak dawno, tak cholernie dawno

Dziwne uczucie

Jestem u rodziców, w głośnikach Kings of Leon

Niby jestem tak daleko od tego, co było, ale bardzo blisko – patrzę na siebie i się uśmiecham

Jest we mnie tyle słów, znaczeń, barw, dźwięków

Czuję się, jakbym nie widział się z samym sobą od ostatniego wpisu, chciałbym, sobie wszystko przekazać, poukładać, opowiedzieć

W ogóle nie wiem, od czego zacząć

Bałem się, że nie będę potrafił, że jestem zbyt daleko i już nie wrócę

Zgubiłem tyle ważnych spraw, gdzieś po drodze, nie wiem, czy chcę ich szukać, może jest tak, że będą nowe, a może jestem zmęczony szukaniem

Na nowo, a tak naprawdę ciągle tego samego

Definiowanie siebie pośród, ulic, sklepowych witryn, pustych i pełnych parków, wypitych kaw i tych, których nigdy nie wypiję

Uzupełnianie, skreślanie jednych imago, kosztem tworzenia kolejnych i nie wiem, co, z których wynika, dlaczego jest tak, a nie inaczej

Nie wiem tylu rzeczy

Czuje, że mam w głowie okrutne ADHD myśli

Nie chcę zamknąć budowania siebie, a czasem nie starcza mi sił, na to by być kimkolwiek

Jest we mnie tyle barier, ciągle tych samych, a może na nowo budowanych

Pielęgnowanych z pietyzmem manieryzmów

Neurotyzmów, które celebruję i puszę się nimi

To idiotyczne, a nie potrafię, może nie chce inaczej

Zaczynam wiedzieć, kim nie mam szans być i nigdy nie będę

Grzebie te myśli, czy jest mi smutno, nie wiem, przyjmuję do wiadomości

Może zbyt dużo obrywam od ludzi, od siebie

Łapię się na tym, że ciągle kocham iluzje i wyobrażenia – to jest bardzo niezdrowe

Nie wiem, czy się poukładam kiedykolwiek

Zaczynają się długie wieczory

Zakochałem się w zapachu sandałowca

Kuszą mnie sosnowe zielenie, purpura i odcienie złota

Napadają na mnie desenie

A drugiej strony kręci mnie rodzaj estetycznej ascezy

Ciekawe, kiedy tu wrócę

W pisaniu jest tyle przestrzeni

Chcę do tego wrócić

Tak na przekór nie wiem, czemu

Nie ucieczkowo, ani nie w formie manifestu

Swoisty ekshibicjonizm w zakresie własnej higieny myśli

Może wtedy znajdę więcej…. 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330528601,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

dawno mnie nie było

wtorek, 28 grudnia 2010 0:06

całe wieki nie pisałem, nawet nie wiem, czy jeszcze potrafię

bardzo dużo zmian, tych na zewnątrz, trochę tych wewnątrz

zawsze dziwnie jest wrócic do czegoś, czego bardzo dawno się nie robiło

zawsze jak piszę boje się, że zabraknie mi słów, że znikną, a ja ich nie znajdę

okrutne uczucie

sam nie wiem, od czego zacząc, tak by się ułożyc sam z sobą, tu i teraz

może od tego, że pęka mi głowa, ból rozsadza płaty czołowe, powiniem pójśc spac, zapaliłem kadzidło, chcę pobyc z zapachem i zgaszonym światłem, tak rzadko mi się to zdarza

jeszcze dźwięk

ostatnio maniacko pielęgnuję zmysły, nie wiem z czego to wynika, kradnę wszytskie wrażenia, bardzo zachłannie, nie chcę niczego ominąc

uwielbiam noc, tę bez bólu i bezsenności, tę z dźwiękami, czy to ludzi, czy miasta, czy słów

najbardziej te chłodne jesienne, wtedy jest tyle przestrzeni na zapach, vetiver, czy irys pachnie wówczas jak nigdy

zimą chcę zgubic się w ciepłym zapachu na mojej skórze

tak zeby tylko był on

słucham Jandy, na zakręcie

ile trzeba miec siły, by udzwignąc takie życie, te wszystkie strofy i nuty

ile w tym wszystkim jest mnie, wyautowanie, bycia poza wszelką przyjetą normą, schematem, czy wzorem, tak uparcie i cudownie realizowanym przez znajomych, kiedyś zbuntowanych, a teraz przykładnie grających role narzeczonych, czy małżonków

już nie mam siły do wysłuchiwania opowieści o mieszkaniach, ślubac i kolacyjkach

nie, to nie zazdrośc

tylko zmęczenie

tymi słowami, tą młodzieńczą dumą, groteską przyrządzania konfitur i zdjęc ślubnych w plenerze, studio i gdzieś jeszcze

a ja marzę o autonomii, o tym, byc uciec od tego zgiełku zdjęc, historii i oglądania mieszkań

nigdy nie lubiłem szablonów, podobnie jak bezwartościowego buntu, udawanej oryginalnosci, czy udawania samego, jako takiego

męczy mnie to, prowokuje twarde migreny i odruchy wymiotne

duszę się w tym

uwielbiam przestrzeń, zmysły, prawdziwosc, niedoskonałosc

nie wiem z czego to wynika

neurotyzm, nadwrazliwosc, niedojrzałosc

to nie jest chęc bycia poza, czy ponad

ja po prostu inaczej nie potrafię

czuję, że nie umiem i dam rady

mogę tylko tak, jak jest, z całym bagażem zaimkiem/przyimkiem "poza", z całymi jego konsekwencjami, dziwnymi uśmiechami i niepewnością

nie wiem, czy to właściwe, czy nie gubię siebie całkiem

bo ja jestem na zakręcie, takim swoim, od dawna, od zawsze, bo ja nie wiem tak naprawdę czemu to wszystko służy i dokąd zmierza

nie wiem, czy chcę wiedziec

a co wiem, że kocham, że chcę kochac szeptem i krzykiem, że chce karmic zmysły i siebie, że chcę realizowac to kim jestem

i co z tego, że jestem poza, nigdy pewnie nie będę z

nie dlatego, że nie lubię słowa asymilacja, grupa, otoczenie

nie dlatego, że jestem wykrzywionym nastolatkiem w wieku młodego dorosłego

a dlaczego

bo na dzień dzisiejszy i wczorajszy nie potrafię inaczej

a, że jest trudno, chyba wolę to, niż pozy i rzeźby porządności, układności i bycie tym, kim nie chcę

ciągle nie wiem, kim tak naprawdę chcę

nuty irysa i kakao, zapch chyba doskonały, nie chyba, na teraz doskonały

....



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,328419375,trackback

komentarze (6) | dodaj komentarz

the sex and the city

poniedziałek, 12 lipca 2010 12:32
nie wiem skąd taki tytuł, bo ani o seksie nie będzie, o mieście może bardziej, a na drugiej części nie byłem
ale tak idąc ostatnio marszałkowską w kierunku placu konstytucji, tak mi się uroiło, że gdyby kręcic takowy w film w mieście stołecznym wawa, to scenę startową chyba tylko na marszałkowskiej, nie wiem tylko na którym odcinku, ale tak w czołówce widzę marszałkowską w całej krasie
jakoś tak mi się dziwnie uroiło,  w ogóle nie wiem skąd
ale takie to lato duszne, wszyscy tacy obnażeni, niektórzy bardzo słusznie i tak mnie ogarnęło na rozmyślania
oczami wyobraźni widziałem potencjalne bohaterki mknące po nieco nierównym bruku w niebotycznych szpilkach, kolorowych kreacjach, te nadgarstki i szyje skąpane w biżuterii, rozwiane włosy, uśmiechnięte twarze, a dookoła Ci  młodzi ambitni gniewni, pogubieni i zwyczajni
tak mi chyba szaleństwa brakuje
ale wysmakowanego, na miarę dobrych kadrów i obrazów chociażby z tego nieśmiertelnego serialu, jakiejś naturalności w ludziach i takiej zabawy w twarzach
nie wspomnę o kolorach
tylko biały, granatowy i czerwony
wyłączajac złe połączenia żółci i zieleni, tudzież czerwieni i żółci
tak,  ja wiem
żyejmy gdzie żyjemy, zarabiamy jak zarabiamy, pracujemy jak pracujemy
ale czasem idąc ulicą i oglądajac ludzi, to tak żadnej naturalności, nie mówiąc o radości nie widac
owszem, ja sam jestem neurotykiem
ale jak mijam, albo wystudiowanych Panów przyciętych wszędzie na taką samą długośc, według wybiegu Panów D&G, albo marki o cyrkowej manierze - Rage Age, to szlag mnie trafia, Panie natomiast marynarsko, lub chaotycznie kolorowo, gdzie wszystko jest od lewej do prawej, bez jakiegokolwiek środka
pozy, pozy i jeszcze raz pozy
ja nie wiem skąd się to bierze
takie żadne jest w większości to wszytsko, mocno nijakie i jakoś tak zamykające percepcję
ciągły bark przestrzeni, naturalności, czegoś szczerego co płynie z wnętrza
jakby udawane było wszytsko od witryn sklepowych po ludzi na ulicy, jakby to wszytsko było jakąś koszmarną dekoracją teatralną
brakuje mi estetyki, świeżości, naturalnych zachowań i gestów
ciągle takie poruszanie się w obaszarze imitacji, dekoracji
a najgorsze jest takie przyrównywanie się zaproponowane chociażby przez jeden z miesięczników dla kobiet
jaką bohaterką jesteś: Zosią, Carrie, czy kimś jeszcze innym
nie rozumiem tego czego zamykamy się w ramy sztucznej rzeczywistości usiłujac byc jak komercyjne kreacje
niech one sobie będą, ale w jakimś równoległym świecie, mocnym dystansem oddzielonym od tego, w którym żyjemy
to jest chyba tak, że zapominamy że żyjemy i jak mamy to robic
ja sam nie wiem
ale chce prawdziwie, bez wystudiownaych grymasów twarzy, układów dłoni i nóg
chce koloru, zapachu powietrza, bruku, tynków tych idelanych i odrapancyh, wysokich i niskich okien, zapachów wymieszanych z ph skóry, prawdziwych ludzi, a nie marionetek, które usiłują byc jak albo bohaterka blogu, albo serialu, albo jakiejś innej iluzji......


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,6169894,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

zawsze coś

poniedziałek, 24 maja 2010 21:45
od jakiegoś czasu zawsze jest tak, że jak chcę siąśc i napisac cokolwiek, to albo nastrój mi ulatuje, albo serwer jest niedziałający, albo nie mam czasu, albo jeszcze inne sytuacje, na które nie mam obiektywnego wpływu i tak wkoło
ale dziś zasiadłem i mam mocne postanowienie przelania tego co we mnie na klawiaturę 
zacznę od randki z moją obecną miłością
a randka z tytułu przedpremierowego pokazu obrazu A single man
bilety zakupione stosownie wcześniej, seans wieczorny, kino muranów, piątkowy wieczór
przed seansem odrobina przyjemności, pod postacią galaretek maczanych w cukrze i pierników w czekoladzie nabytych pod pobliskim uniwersamem, tak się potrzebowałem wprowadzic
w mieszkaniu zarządzona drzemka dla drugiej połowy, coby tak pracę odreagowac
ja zatopiony w kąpieli, skropiony odcieniem irysu, podekscyotwany i jednocześnie zaniepokojny tym, że Tom Ford mnie rozczaruje
ale dzielnie ruszyliśmy
niemal pełna sala, to czego nie lubię, gwar, hałas
ale gaśnie światło pierwsze akordy myzki Abla Korzeniowskiego i cisza
coraz mocniejsze napięcie, coraz większe poczucie tego, że film wbija się we mnie
urzeczony kadrami, zdjęciami, scenografią
kreską w załamaniu oka Juliane Mooore, dymem wylatującym z ust nieziemskiego latynosa, białymi kołnierzykami koszul główneo bohatera
i treścią
chciałem, żeby nic mi nie umknęło, a jednocześnie nie chiałem tego widziec
zbyt blisko analogii, skojzreń,  może nazbyt branych do siebie
i ta muzyka, coraz mocniej wrzynjąca się we mnie
gesty, mimika bohaterów, emocje, tak cholernie bliskie
deszcz
i koniec
siedzę z mokrymi policzkami, czuję, że mam ciarki na plecach
cisza
chcę bic brawo
Ford mnie uwiódł
doskonała synestezja
wychodzimy na dwór
zieleń wiosny, powietrze po deszczu, dobiega szum fontanny
nie wiem gdzie jestem
zupełnie rozbity, jeszcze mocniej uwiedziony
dochodzenie do siebie, układanie całości własnych odczuc, analiza rekacji, włączanie kolejnych mechanizmów obronnych
dopada mnie świadomośc wyboru, wysokośc zapłaty za to kim się jest, a kim nie
nic nie daje gwarancji, ale zawsze istnieje, że każda inna droga wydaje się mniej kosztowna
przekonania usiane są ilzujami
pomiedzy tym a wczoraj dzieje się wiele
zupełny amok w pracy i na uczelni, znajomi, którzy się rozwijają, bo jak twierdzą zaczynają czytac książki, rozpasane ego dookoła mnie i nade mną,  te płaszczyznzy samorealizacji wiszą nade mną i tak kłują
plany, deklaracje, dziwne spojrzenia, cały łoskot lansu i autokreacji, za duży hałas jak dla mnie
nie widzę czasem ludzi, tylko powielone rozmyte nurty popkultury, tego co jest modne i ładne, co wypada, co wynika z szablonu bycia współczesnym młodym progresywnym dorosłym
takie to obce i odległe, zupełnie poza mną
nie czuję tego, nie mam na myśli odraczania tego co chce podjąc
ale za mało treści, a za dużo dystraktorów
i tak do wczoraj
Zakochany Nowy York
pogubieni ludzie, tak pogubieni jak lubię, szukający siebie, innych, przestrzeni
otwarte okno, krew na chusteczce, bukiet fiołków, stary szezląg
odkrywanie siebie, biel, wrażliwe zdjęcia
jakaś uniwersalna prawda, której mi brakuje, bo zamiast niej te ciągłe szablony
i cholerna ciasnota skwerów, deptaków, wszelkiej offowości
brakuje mi takiej naturalnej przestrzeni......


Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5960975,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

krzywizny

czwartek, 08 kwietnia 2010 22:50

czasem wydaje mi się, że życie to film, nie na zasadzie tego, że dzieje się, aż tyle, az tak pełno, kolorowo i w ogóle zmysłowo, tylko bardziej na tej zasadzie, że czuje, jakby ktoś na mnie patrzył

nie wiem, czy ktoś kojarzy takie momenty, kiedy bohater jest sam z sobą, jedzie autobusem, tramwajem, wbija wzrok w szybę, lub wstukuje kolejne słowa na klawiaturze, a my jakby z nim jesteśmy, nie mówiąc nic znamy jego myśli, a wszytskiemu towarzyszy odpowiedni podkład dźwiękowy

co do dźwięku, to tego mi coraz bardziej brakuje, siedząc dziś na balkonie i myśląc, jak często ostatnio o niczym, doszedłem do wniosku, że poznam że nadal jestem sobą, jeśli na tekst, czy dźwięk płynący z myslovitz zareaguję emocjonalnie, taki mam dziwny rdzeń tożsamości

teraz dominuje rice, mam chyba takie etapy tego, według czego siebie definiuję, im zawsze towarzyszy zapach, dawniej, gdzieś na poczatku, emporio, przez które chyba więkdzośc przechodzi, potem było dark blue, potem guerlain i taki w sumie niebyt może osobisty

wreszcie pojawił się YSL, a teraz tak coraz bardziej świadomie szukam i zapachu i dźwięku, coraz mocniej miłuję klasykę, ale tę alternatywną,  i tak fascynacja dior homme łamana jest kenzo power eau de cologne

fascynacja, nie zawsze jest tożsama z uwłaszaczaniem flakonu, czasem, a nwet czesto to miłośc na odległośc bez wzajemności bytowania razem na skórze, te finanse zawsze były u mnie tak w obszarze dekonstrukcji, większej, mniejszej, ale jednak dekonstrukcji
ala nie o tym, nie dziś
powracajac do tego watku bycia bohaterem
to siedzę w t - shircie, powyciąganym szlafroku, popijam zimną karmelową herbate, darszan już zgasł, słucham coldplay, za chwilę purple rain i myślę o czasie ostatnim
świętach, znajomych niewidzianych dobre kilka miesięcy i w zasadzie u większości to wszytsko jest tak niezasłane, niepoukładane, ale chyba mimo wszystko bardziej poskładane niż u mnie
a tu pierwsze akordy purple rain
łza w oku, tego mi było trzeba
wracajac do niezasłania
i tych tytułowych krzywizn
czasem mam wrażenie, że ta moja w załozeniu świadoma krzywizna, to jeden wilelki spontan, który biegnie a ja go gonię, rzadko doganiam, nie wiem ku czemu zmierzam, ale mknę na oślep, aż rozbije się na jakimś niezrealizowanym marzeniu, czy imago, po to by zgubic się w kolejnej iluzji, że jednak bedzie dobrze
okrutnie boję się przyszłości, nie potrafię sie ułożyc, ani skupic
wszytsko wymyka mi się z rąk, przecieka przez palce, a ja zostaję pośrodku życia, które bardziej jest niebytem niż czymkolwiek
zaniedbałem się, wkurza mnie to, tak mentalnie i osobowościowo, ciągle myśle o tym samo, za mało o czyms alternatywnym, za mało szukam, a czuję, że robię tylko to
nie jestem w wieku na moratorium, bardziej na weryfikację, tego, co założyłem jakies dwa lata temu, o ile cokolwiek założyłem
chyba popracuję nad budowaniem autonomii, już nie wieżey z waskimi oknami, ta jest we mnie zawsze, ale racjonalnej autonomii z poczuciem siebie i swego Ja, jakie by ono nie było, a jest coraz dalsze od ideału
brakuje mi samodyscypliny i zaparcia, pasji i tego czegoś, co by mnie tak ciągneło ku jakiemukolwiek rozwojowi
tym czego boję się najbardziej jest to, że zgubię siebie, życie i  w ogóle wszytsko to, kim jestem i na czym mi zależało
tak mi brakuje pisania, jakbym miła butelkę wina, jutro day off, to pewnie siedzialbym i pisał coraz mniej sensownie, a coraz bardziej zgorzkniale, nie wiem co się, ze mną dzieje
gdzie jestem, gdzie chcę byc, a gdzie nie
skupię się na tej autonomii, na tym budowaniu niezależności, wytyczeniu granic gdzie ja to jeszcze ja, a gdzie już nie
na koniec powiem tak, esteycznie bliski mi Tom Ford, obok fioletu stawiam odcienie mięty, czaeem koralu i szarości, kezno power eau de cologne uwodzi mnie coraz bardziej
nocą pachnie sczególnie
wtedy gubię się pomiędzy światłami latarni, kostką brukową, zapalonymi witrynami i spokojnym oddechem miasta, z niepokojem czekając na dzień......

a co do krzywizn, pewnie kolejnym razem uda mi się napisac więcej, one są, pewnie zawsze były i będa częscię tego kim jestem, tak czuję



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5743183,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

coraz mniej wiem

poniedziałek, 22 marca 2010 21:44

trudno jest napisac coś, kiedy wieki się tego nie robiło

z jednej strony jest masa słów i zdań, które siedzą we mnie, z drugiej to tak jakbym się ich bał, nie rozumiał

a rozumiem coraz mniej, siebie, to czego oczekuje, to czego chce

źle mi z sobą, z tym jaki jestem, coraz mniej zresztą wiem jaki, może już przestaję byc, nie wiem

a może po prostu powinienem siąśc z butelką wina, na małym balkonie wiosenną nocą, zapuścic damiena rice'a, porządnie się upic i na chwilę zapomniec o sobie, o tym kim jestem, kim nie, kim chce byc, a kim nie

a może odwrotnie skonfrontowac się wreszcie, tak intensywnie, agresywnie ze swoimi demonami i tym wszytskim co we mnie siedzi

cholerny niepokój, czuję się tak jakbym nie miał żadnych korzeni, jakbym nie był u siebie nigdzie, nie wiem skąd to we mnie

palące uczucie pozbawienia rodzaju przystani

brakuje mi morza, szumu fal, piasku, zachodów słońca, może tego, że tam nie ma nic, poza doraźnymi rozwiązaniami, może dlatego, że tam uciekam od tego, od czego nie powinienem

nie można ciągle uciekac

przed sobą, odpowiedzialnością, wyborami, niespełnianymi planami, frustracjami, wizją siebie, która ląduje w niebycie

okrutnie dziwny czas

czasem znikam w nowej odsłonie Hermesa, czy Cartierze Sporcie

wtedy mnie nie ma, są tylko zmysły, zamykam oczy i znikam, przestaję byc, wtedy wszytsko jes takie ładne, proste, żywe, pełne, wtedy wszystko, jest takie inne

czuję, że zamykam się w sobie, coraz mocniej, bardziej

boję sie dotyku, oddechu, chcę ludzi dookoła siebie, a coraz częściej uciekam na balkon, w noc, w zapach

coraz mniej mnie we mnie, coraz trudniej mi wszytsko rozumiec

czemu tak jest, czemu mam coraz węższe granice, czemu zazębiam się w sobie, obojętnieje, przestaję byc

tak mi dziwnie trudno

w tym wszystkim najgorsze jest uczucie, że ranię innych, uciekam, nie pozwalam się dotknąc, budeuje mury, stawiam granice, tłumie wszystko

pozostaje zapach i rice

nie chcę tylko tego

nie chcę tak

chcę nauczyc się bliskości i autonomii, chce przestac ranic, chcę zaczac byc tym kim zawsze chciałem i chce

chyba poczytam Różewicza

tymczasem, zanurzam się w kadrach z niezasłanych łóżek...



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5669833,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

4 wesela i pogrzeb

środa, 06 stycznia 2010 20:49

pisząc to narażam się a w zasadzie dokonuje świadomego ekshibicjonizmu, czasem tak trzeba
myśli lepiej przelac na ekran, bo wyczerpał się głos
w sumie bloog, to jakaś forma intymności
zaczęło się rok temu
w mieszkaniu niespodziewanie, pojawił się On
czworonożny, wyniszczony, zagłozony mężczyzna
nadaliśmy mu na imię Karmel, bo taką miał miejscami sierśc;
w tym, co pisze najbardziej boli czas przeszły
okazał się byc około 15 nastoletnim seniorem
prawdopodobnie bitym, pozostawionym samemu sobie, ze zjedzonymi zębami, problemami skórnymi
przybył i zagościł
czas wspólnej egzystencji nie był łatwy
poranne spacery, zimą, latem, deszczem, mrozem, pluchą
nie raz wstawałem wkuzrony, idąc zaspany z rozczochranym włosem klnąc wszytsko dookoła
przyznaje szczerze
swoistym urozmaiceniem spacerów, tych porannych i dniowych było sprzątanie korytarzy i windy, bo Karmel, tak nie zawsze mógł nie nasikac
w końcu wpadliśmy na patent z puszką, którą mu podstawialiśmy
spaceroewaliśmy więc we czwórkę, lub trójkę
obaj z Karmelem i puszką w dłoni
bądź jeden z nas z Karmelem i puszką
swoisty koloryt
ostatnio pojawiły się spacery nocne
a podczas spacerów poznawani ludzie, uśmiechy, głaskanie, takie serdeczności
rzadkie, ale przez to tak miłe
niedziela, ta ostatnia
4 wesela i pogrzeb
może ktoś pamięta fragment wiersza z pogrzebu
niech policjant kieruje ruchem w czarnych rękawiczkach
wiedzielismy, że tak się musi stac
wszak życie jest chorobą śmiertelną
było bardzo źle z Nim
poniedziałkowa decyzja
dziś rano, lekarz, ostatnie tarmoszenie i przytulanie, puszyste futro pod palcami, spojrzenie w psie oczy, do momentu, kiedy zostały przykryte białym ręcznikiem
narkoza, nie zamyka oczu, nie chciałem, nie chcieliśmy widziec w nich pustki,
widziec życia, które odeszło
strzykawki
poczucie braku realności tego co się dzieje
potem biały całun, w nim gałązka darszanu
uciekaj moje serce w wykonaniu nosowskiej
bez dramatu, patosu
zwykła potrzeba tego, by było, tak dobrze, w porządku
potem cmentarz
snieg, zmarźnięta ziemia, światło
powrót do domu i myślenie o tym, że trzeba wyjśc na spacer, którego nie będzie...........



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5338332,trackback

komentarze (6) | dodaj komentarz

czarny kaszmir

niedziela, 15 listopada 2009 18:40

podejrzewam, że pisałem o tym kiedyś, jakiś czas temu
zapach, którego już nie ma tu, w sensie ogólnej dostępności, zaskoczył mnie latem, po wizycie u Pani stomatolog, która orzekła, że mam długie kanały, czego efektem okazało się ich niepełne wypełnienie, potam stan zapalny, etc
teraz jest równie ambitny Pan stomatolog, który za jeden z celi swej przestrzeni zawodowej obrał doprowadzenie do stanu porządku absolutnego obraz moich zębów
ale, to nie o tym
otóż, było to latem, biegnąc na autobus wstąpiłem do niesistniejącej dziś perfumerii, po to, by zażyc relaksu, swoją drogą, nie ma już masy miejsc,do których wchodziłem, ale każda przestrzeń, by życ musi się zmieniac, tylko te zmiany, zaskakują brakiem pozytywów, wiele rzeczy staje się nie takich, jakimi chciałoby się, żeby one były
to takie rozdmuchiwanie rzeczywistości, w której dane było uczestniczyc, dla innych tanie, niepotrzebne sentymenty
ale przejdźmy do meritum
perfumeria, której nie ma, czarny flakon w kształcie kamienia, a w nim kadzidlany zapach, który uwodzi, zamyka się oczy i znika
dookoła jest tajemniczosc, dekadencja, iluzoryczna czasoprzestrzeń, wysokie okna i sufity, ascetyczny, czysty orient widziany w czerni i bieli, desenie i kształty, do których się wraca, a których nie można nazwac i przywołac w czytelnej formie
surowe stare drewno, noc, ciche swiatło latarni, aksamitne ciemno
tak wspominam czarny kaszmir od donny karan
byc może go mitologizuje, przypisuje zbyt dużą liczbę atrybutów mi nie przysługujących
ale pamętam, że stałem oniemiały i uwiedziony
tylko raz spotkany zapach, podobnie było rok temu na koszykowej w wwie, jej obraz buduje do dziś, z całą premedytacją ubieram w magię, tego co niedzisiejsze, tworzę aurę głęboko schowanej wrażliwości, jaką zawsze chciałem i chę miec, tym razem to nie kaszmir, tylko cykl 5 świątyń, najbliższa ta marokańska
nie wiem skąd we mnie ta potrzeba, szukania i tworzenia niszowości, kreowania mitów, odniesień, w które czasem tylko ja wierze, uciekanie od snobizmu i pustej alternatywy, narażanie się na śmiesznośc i odstępstwo
nie upatruje tego w kategorii generowania własnej wyjątkowości czy niepowatarzalności
to bardziej ucieczka, od materii codzienności, zapchanych środków komunikacji, zmęczenia, chamstwa, udawania, szablonów, gombrowiczowskich gęb, melanży tożamościowych i wszelkich innych
to szukanie środku wyrazu dla tego co się czuje, próba przełożenia ulubionego dźwięku na zapach, szukanie czystego nocnego powietrza nocą w mieście, które sie kocha, lub próbuje pokochac
trcohę ciężkiego, pełnego pustych ulic, świateł latarni, oddychającego asfaltu, ciemnych okien i podświetlonych zabytków
rodzaj czystej esencjonalnej przyjemności, trwającej chwilę, egoistycznej, pozbawionej obiektywnego sensu
ucieczka od siebie, własnych demonów, fobii, stanów lękowych, frustracji, myślenia co będzie, a co mogło byc
czaem tego potrzeba
poczucia, że się zupełnie nie zgubiło, że coś się w sobie ma, coś co chce się miec, pomimo całego szaleństwa naokoło........



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5161934,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

niedojrzałośc

wtorek, 20 października 2009 11:21

ostatnio ciągle chodzą mi po głowie tematy tożsamościowe
dochodząc do wniosku, że wszystko jest trudniejsze, niż mi się wydawało, zastanwiam się nad swoim poziomem rozwoju
pomijaj regres intelektualny, gdy przez rok, zrobiłem mało dla siebie, mało naukowo, bo skupianie się na czytaniu literatury, nie tyle pięknej, co codziennej do jakiegoś mocnego rozwoju mnie nie popycha
dlatego też teraz obiecałem sobie solenną poprawę, porwałem w dłonie książkę z zakresu tematyki, do której pragnę się zblizyc, ale zamiast ją namiętnie czytac, siedzę, słucham i myślę
a słucham, no właśnie
myslovitz, creed, bartosiewicz, fragmantarycznie josh groban
kawałki, przy których dołowałem się będąc neurotycznym studentem, pisząc kolejne opinie na zaliczenie
marzyłem wówczas o tym, że kiedyś mi się uda
że będę pisał, czytał, otoczony kadzidłami, lampionami, zapachem kawy
i tak od tych marzeń jestem coraz dalej
do dojrzałości też się nie zbliżam, nie wiem, czy jestem w jakimś późnym moratorium, czy stanie dezintegracji, tak naprawdę cholera jasna wie
ale jak slucham tych numerów, to jest tak, że się uśmiecham pod nosem, to było kilka lat temu
cynamonowy sklep mojej adolescencji-czyli levi's na kakowskim, pierwsze zapachy, w których się zakochiwałem bez opamiętania
strasznie śmieszny byłem w tym neurotyzmie, śmieszny i naiwny
za dużo mi się wydawało, za mocno marzyłem, za wiele się obcowałem
a teraz wcale nie czuję się dojrzalej, wraca mi sentyment do spodni o skręcanych szwch, w tym roku tej linni stuknie 10 lat, ciągle chodzi za mną dior homme, ale w wersji intensywnej, a na wiosnę marze o czerownych zamszowych campusach
nie wiem, czy to jakiś kryzys, czy próba oszukania tego co się dzieje, czy to jest takie gonienie marzeń, które stają się coraz bardziej nieosiągalne, próba zastąpienia ich fizycznymi emblematami
nie wiem, wiem, tylko to, że czuję się strasznie niedojrzały, a najgorsze jest chyba to, że tak za bardzo nie wiem, jak pokierowac, tym, na czym mi zależy
bo spotykam albo mur, albo ścianę, albo ....
to ostatnie albo pozostawię bez dopełnienia, bo tak będzie rozsądniej....
chodzi za mną butelkowa zieleń, biel i niebieski....
czasem dobrze na chwilę uciec w kolor



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,5077439,trackback

komentarze (5) | dodaj komentarz

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  39 596 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

ja
czasem pogubiony a czasem poukładany
ja samotnik
zawieszony pomiędzy światem marzeń, zapachów, kolorów i wyobraźni a światem rzeczywistym, codziennym
ale w swej codzienności niezwykłym
wreszcie ja podróżujacy po konstelacji swych wcieleń, myśli, obrazów

O moim bloogu

Moja wieża melancholii

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 16.08.2010 19:11:11
  • autor: asia
  • treść: Cze¶æ, b...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 16.12.2009 13:51:46
  • autor: kamil3524081
  • punkty: 100
  • treść: fajowy blog wejdz na...

Lubię to